logo
repertuar kina
Środa, 12-12-2018, Imieniny obchodzi:
youtube facebook
menu icon
arrow szukaj
title
Informacje, 2018-04-17 13:51:00 Liczba komentarzy0

Historia wyburzonej kamienicy


Kamienica przy Rynku 3 została zburzona. Zniknęła z andrychowskiego krajobrazu wraz ze swoją historią. Ta powojenna jest nam dość dobrze znana.
Tę przedwojenną poznaliśmy dzięki starym księgom oraz pani Oldze Żbik, którą związał z tym miejscem spory kawał życia oraz ludzie, z którymi łączyło ją uczucie miłości, przyjaźni i podziwu. Niech więc ona będzie naszym przewodnikiem.
Dla dziewięćdziesięcioletniej pani Olgi Żbik, ten dom na zawsze będzie nosił nr 58. Tu mieszkała; z ojcem – Michałem Sztuką, matką Marią i bratem Władysławem. To wspomnienie należy do niej. My możemy tylko okazać wdzięczność, że pozwoliła nam być jego uczestnikami.
Michał Sztuka wynajmował niski, parterowy domek od Arnolda Weinsafta. Domek był częścią całego kompleksu budynków obejmującego i Rynek, i plac Mickiewicza. 
Reprezentacyjną kamienicę (dziś Rynek 3) zamieszkiwała rodzina Arnolda Weinsafta. Patrząc od strony pl. Mickiewicza, prostopadle przylegał do niej piętrowy budynek z drewnianym balkonem. Vis a’vis niego ciągnęły się komórki, do których przylegał domek wynajmowany przez pana Sztukę. W układ tych domów i komórek wykorzystywanych do przechowywania różnych rzeczy, wpisywało się wewnętrzne podwórko, na które wchodziło się przez jedną z dwóch bram, albo od pl. Mickiewicza, albo od Rynku. Bramy zamykało się na noc.
-Pan Weinsaft te mieszkania wynajmował. Myśmy byli tam jedynymi najemcami -  katolikami – wspomina pani Olga. W tym piętrowym domu od pl. Mickiewicza, który został już zburzony, mieszkał taki biedny Żyd. Miał chyba czwórkę dzieci. Lokatorem był też rabin. Jego nie zapamiętałam tak dobrze, jak jego dwie córki, które strasznie się wadziły. Jedna wlazła do jednego okna, druga do drugiego i raz po polsku, raz po żydowsku kłóciły się na całe podwórko. A myśmy mieli cyrk! To podwórko było wspólnym placem zabaw dzieci polskich i żydowskich. Porozumiewaliśmy się w języku polskim, bo był on w powszechnym użyciu. Do dziś żałuję, że nie nauczyłam się pisać w ich języku. Miałam okazję, bo towarzyszyłam im przy nauce.  
Do szkoły też chodziłam z dziećmi żydowskimi. Lekcje zaczynały się o ósmej pacierzem i kończyły się pacierzem. Nikt nie przychodził później. Nikt nie wychodził wcześniej. Tylko kiedy mieliśmy lekcję religii, to Izraelici wychodzili, bo swojej religii uczyli się w cheder.
Moją ukochaną przyjaciółką z dzieciństwa była Irena, młodsza córka pana Weinsafta. Na tym podwórku spędzałyśmy razem czas. Razem grałyśmy w klasy, w kolory, razem bawiłyśmy się lalkami… 
Arnold Weinsaft na co dzień był urzędnikiem w fabryce braci Czeczowiczka, do tego prowadził w swoim domu małą hurtownię tkanin andrychowskich. Myśmy tam często zaglądały, a on czasem dawał nam takie nieaktualne „kolekcje”. To był zestaw dość dużych kawałków szmatek i myśmy z Ireną szyły z tego stroje dla lalek. 
Irena była ciekawa naszych zwyczajów. Chodziła ze mną do kościoła na pasterkę, na cmentarz w dzień Wszystkich Świętych, bo tego Żydzi nie mieli w swoich tradycjach. Ja też byłam parę razy w ich bożnicy.
A jak przychodził piątek i zmierzchał dzień… 
Domki były przeważnie niskie i przez szparki w niedosuniętych firankach podglądaliśmy jak w żydowskich domach zapalają świeczniki, nakrywają stoły białym obrusem, błogosławią pokarmy... To znaczyło, że zaczyna się szabat. To nie tylko było ciekawe tak się przyglądać, ale to się czuło, nawet przez tę szybę, że dla Żydów zaczyna się święty czas. Czas oderwania się od trosk doczesnych i czas skupienia się na byciu razem! Podobało mi się, gdy osoba zapalająca świece, rozpościerała ręce nad płomieniami, czasem udało mi się zobaczyć na jej twarzy piękne skupienie. Irena wytłumaczyła mi kiedyś, że  poprzez ruchy rąk nad świecą, przyjmuje się świętość szabatu.
Kiedyś, ktoś nas przyuważył przy tym podglądaniu i zwrócił uwagę mojemu tacie. Tata nas wezwał i powiedział: - Pamiętajcie, wy podglądacie ich, oni podglądają was. I uczył nas, że jeden z drugiego nie może drwić, jeden drugiego nie może poniżać, jeden drugim nie może gardzić.   
Jako dziecko do takich wniosków nie dochodziłam, ale teraz wydaje mi się, że od Żydów moglibyśmy się uczyć szacunku: do rodziców, rodziny i świąt. Tam rodzic – to był rodzic! Kuzyni, kuzynki – jak bracia i siostry. I świętowało się też autentycznie; nie było mowy o pracy.
Irena miała starszą siostrę, Stellę. Gdy wezwano społeczność żydowską do osadnictwa w Palestynie i przysyłania tam choćby po jednym członku rodziny, w imieniu rodziny Weinsaftów została „oddelegowana” Stella. 
Zanim Stella opuściła dom i Andrychów, chodziła od sąsiada do sąsiada i się żegnała. Pamiętam, że bawiłam się  wtedy na podwórku. Pobiegłam do taty z nowiną: - Tato! Tato! Pani Stella się żegna, bo wyjeżdża do Palestyny! To był 1934 lub 1935 rok.
Irena i Stella miały też brata. Mówiliśmy do niego – Janek. Jacob został ciężko ranny podczas bombardowania na początku wojny i wkrótce zmarł, chyba we Lwowie. 
Czy pamiętam Arnolda Weinsafta? Oczywiście! To był bardzo elegancki pan. Był obywatelem Andrychowa! I Polacy, i Żydzi się z nim liczyli. Pełnił wiele ważnych funkcji. Przewodniczył Gminie Żydowskiej. Pamiętam go z działalności w Komitecie Rodzicielskim (choć nie wiem, czy tak się to wtedy nazywało). 
A było tak... 
Zbliżała się gwiazdka. Zawsze wtedy coś wymyślali dla biednych dzieci. 
Na korytarzu szkolnym znajdował się wieszak; na nim wisiały nasze płaszcze, pod nimi stały poukładane buty. Przyszli raz panowie z tego Komitetu, wśród nich pan Weinsaft, powybierali kilka par butów, weszli do klasy z pytaniem: 
- Czyje to buty? 
- Moje – zgłosił się jeden.
- A te czyje?
- Moje – zgłosił się drugi.
- Masz inne buty?
- Nie mam.
- A ty masz?
- Nie mam.
- Jutro macie się zgłosić do pana Szlagora na miarę.
I tak najbiedniejsi dostawali buty na gwiazdkę. Musieli tylko zajść do zakładu szewskiego pana Szlagora.  
Zaś pani Weinsaftowa była typową panią domu. Zajmowała się dziećmi i domem. Do pomocy miała służącą, taką Gabrysię z Wieprza. Całe lata tam służyła. Dom Weinsaftów był urządzony dość skromnie. Nic nadzwyczajnego.  
Miałam trzynaście lat, gdy historia i niedobrzy ludzie nie pozwolili mi się już bawić z Ireną. Weinsaftowie opuścili dom przy Rynku 58. Przeniesiono ich do getta na Szewską.
  Na spotkanie z Ireną, przyjaciółką z dzieciństwa, czekałam 68 lat. W 2008 roku, przed Karczmą na Kocierzu siedziała starsza kobieta:
- Irena… toś ty? – zapytałam. 
- Olga… toś ty? – zapytała ona.
To byłyśmy my, przyjaciółki z podwórka przy Rynku 58.
Zostańmy w tym miejscu, przed karczmą na Kocierzu, wracając do czasów, gdy Związek Sportowy Makabi uruchomił tu stację narciarską. Stella, siostra Ireny musiała tu bywać, wszak należała do grona najlepszych narciarek w Makabi. W ogóle miała charakter aktywistki. Zanim wyjechała do Palestyny, w Andrychowie udzielała się na niwie sportowej, ideowej  (w Związku Młodzieży Hebrajskiej Akiba) i kulturalnej. Razem z Ireną były „gwiazdami” sceny teatralnej przy Legionów 17. 
Obie siostry chyba wyssały tę aktywność z mlekiem matki. Trudno się zgodzić z panią Olgą, że żona Arnolda Weisafta była typową panią domu. Żona Arnolda -  Regina Feliks była andrychowianką z urodzenia, a z przekonania – aktywistką ruchu kobiecego działającego na rzecz ubogich, głodnych, chorych. Z myślą o nich założyła w Andrychowie Stowarzyszenie Kobiet Żydowskich „Union”. Była inspiratorką wielu przedsięwzięć charytatywnych. Ona też powoływała do życia teatr przy Legionów 17. Choć Arnold Weinsaft nie był, jak Regina, rodowitym andrychowianinem, bo urodził się w Grzymałowie (w 1885 r.) to nie można mu odmówić zaangażowania w życie lokalnej społeczności.
W 1925 roku został wybrany na przewodniczącego gminy żydowskiej i pełnił tę funkcję do 1940 roku (z przerwą w latach 1937 – 39). Natomiast w październiku 1926 roku zdobył mandat radnego w andrychowskiej Radzie Miejskiej. 
W sierpniu 1933 roku Rada Miejska odpowiedziała pozytywnie na prośbę Arnolda Weinsafta i przyznała mu oraz jego rodzinie prawo przynależności do gminy Andrychów. 
Kamienica przy Rynku 3 jest rodzinnym domem Reginy Weinsaft. Jej rodzice pochowani są w Andrychowie. Juliusz Felix zmarł w 1906 roku, Sali Felix w 1912. Reginę i jej męża Arnolda Weinsafta znaleźliśmy na liście ofiar Holocaustu.  
Ich córka Stella do ostatnich dni swojego życia podtrzymywała więź z kilkoma ocalałymi andrychowskimi Żydami. Na ile mogła, z dalekiego Izraela opiekowała się tutejszym kirkutem.
 
…niniejszy fragment pochodzi z książki Jadwigi Janus „Andrychów. Sceny z życia miasta”.
Galeria zdjęć
foto
foto



Komentarze Facebook

Komentarze
Zapoznaj się z Regulaminem

Podpis:

    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    nowiny foto
    W kioskach nowy numer
    Nowin Andrychowskich
    Imprezy kulturalne
    Andrychów - miejsce utkane
    Ogłoszenia drobne
    • Mieszkanie do wynajęcia
      Umeblowane mieszkanie w Andrychowie, przy ul. Brzegi do wynajęcia.
      3 piętro, 50 m2. Dostępne od lutego 2019 r.

      1000 zł + opłaty....
    • Działki nad Jeziorem Solińskim 209.213
      Piękne działki nad Jeziorem Solińskim. Do sprzedania działki o powierzchni od 600 m2 do 1500 m2 Działki położone nad Zalewem Solińskim w miejscowości Olchowiec w gminie Czarna w wojew...
    • Usługi mini koparką 2 t oraz wiertnicą fi 300
      Wykonujemy usługi mini koparka w zakresie: -Odprowadzenia wody z rynien -Drenaże i odwodnienia -Wykopy pod fundamenty budynków - Odwierty pod ogrodzenia -Wykopy pod sieci wodno-kanalizacyjn...
    • Działka na sprzedaż 206.210
      Piękna działka nad Jeziorem Solińskim. Do sprzedania działka numer 328 o powierzchni 1,4946 ha – możliwość zakupu w całości lub wydzielenia działek o mniejszej powierzchni. Na dzia...
    • Trener personalny w Andrychowie
      Zapraszam chętnych na treningi personalne w celu poprawy: sprawności, wyglądu i zdrowia. W ofercie: - trening wspierający odchudzanie - trening domowy - trening wzmacniający kręgosłup ...

    kontakt

    Dyżury aptek
    W tym tygodniu dyżur pełni:
    Apteka pod Białym Orłem I
    Rynek 32, Andrychów
    33 875 28 81
    
    Redakcja
    • Marek Nycz - redaktor naczelny
    • Robert Fraś - dziennikarz radiowy
    • Anna Piotrowska - dziennikarz
    • Anna Płonka - dział reklamy
    • Dziennikarze - współpracownicy:
    • Jadwiga Janus
    • Marta Paczyńska
    • Grzegorz Sroka
    • Andrzej Fryś
    • Krzysztof Paczyński
    • Jan Zieliński
    • Jerzy Tomiak
    Redakcja Nowin Andrychowskich i Twojego Radia Andrychów
    ul. Krakowska 74, 34-120 Andrychów, tel. 33 875 23 13, nowiny@andrychow.eu, radio@andrychow.eu