logo
repertuar kina
Poniedziałek, 19-08-2019, Imieniny obchodzi: Konstancja, Julian, Emilia
youtube facebook
menu icon
arrow szukaj
title
Informacje, 2019-06-12 12:33:00 Liczba komentarzy0

Michał Rusinek. Na zawsze sekretarz


Wczorajsza wizyta pisarza w Miejskiej Bibliotece Publicznej skłoniła nas do przypomnienia wywiadu sprzed kilku lat.
Dwadzieścia lat temu, ale w maju, Michał Rusinek – student polonistyki zadzwonił do Wisławy Szymborskiej, wtedy „tylko” poetki, by zaprosić Ją na spotkanie „Tajnej Loży Limerycznej”. Pięć miesięcy później Szymborska została noblistką, a Rusinek tejże noblistki sekretarzem. Miał być nim przez trzy miesiące. Był piętnaście lat. Dwadzieścia lat od tamtego telefonu nie tylko przybyło mu lat. Także ról, funkcji, tytułów naukowych, doświadczeń i dorobku. Choćby nie wiem jak się starać, niemożliwym jest uciec od skojarzeń. Michał Rusinek? Niezmiennie – najpierw sekretarz Wisławy Szymborskiej, potem prezes Fundacji Jej imienia. 27 stycznia 2016 roku ukazała się książka „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej”. Prawie miesiąc później, 23 lutego w  Saloniku Literackim przy Szewskiej 7, andrychowianie mieli okazję spotkać się z jej autorem i posłuchać całego mnóstwa opowieści oraz anegdot. 
Pozwolić wyjechać z Andrychowa ot tak, komuś, kogo zaufaniem i przyjaźnią obdarzyła Wisława Szymborska? Niemożliwe!



Miał Pan 24 lata, zero doświadczeń, gdy rozpoczynał pracę/ przygodę/ posługę u boku osoby, którą określił Pan „absolutnie niezwykłą”. Pamięta Pan ten moment, gdy wybór padł na Pana (bo podobno tę funkcję miał pełnić jakiś minister)? Panika czy raczej euforia?
Wie pani, ja trochę jestem jak ta pani z dowcipu, która zapytana, czy umie grać na fortepianie, odpowiedziała: - Nie wiem, nie próbowałam. I ze mną tak było. Nie zastanawiałem się szczególnie długo, zwłaszcza, że mowa była o trzech miesiącach, które mogły być fantastyczną przygodą. Jedyna rzecz, której się bałem, to telefony. Miałem to z dzieciństwa. Czarny, bakelitowy telefon mojej babci budził mój strach. Gdy dzwonił, trzeba było podnieść słuchawkę, coś powiedzieć, ale co powiedzieć? Wiedziałem, że muszę temat „przepracować”, jak mówią psychoanalitycy. Bo, początkowo, moja funkcja polegała na staniu w kolejce na poczcie i odbieraniu tych nieszczęsnych telefonów. 

Starsze osoby (a Szymborska miała ponad 70 lat, gdy los was zetknął) wymagają zrozumienia i cierpliwości. Miał Pan je w sobie, czy się tego uczył?
Powiedziałbym, że było odwrotnie. To raczej Pani Wisława miała dla mnie dużo zrozumienia i cierpliwości. W ogóle, trudno mi o Niej mówić jako o starszej osobie. Ktokolwiek miał z Nią do czynienia, odnosił wrażenia jakby była jego rówieśniczką. Może czasem, sprawiała wrażenie starszej… ale tylko trochę. 

Podobno „Nobel jest jak tatuaż. Zostaje do końca życia”. Sekretarzowanie noblistce też jest tatuażem?
W moim przypadku chyba też. Po śmierci Szymborskiej miałem możliwość wyboru. Mogłem nie podjąć się prowadzenia Fundacji Jej imienia. Miałem wątpliwości, ale z drugiej strony czułem, że powinienem podjąć się tego zadania, szczególnie że taka była Jej wola.

Co w panu wyryła – wytatuowała Wisława Szymborska?
Bardzo trudno jest mi o tym mówić, bo to jest tatuaż umieszczony w miejscu dla mnie trudno widocznym. Raczej komuś, kto patrzy z zewnątrz, łatwiej byłoby odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem, co by ze mnie wyrosło, gdybym nie wykonał wtedy tego telefonu. To takie gdybanie… Ale na pewno jest tak, że sporo ludzi, którzy znajdowali się bliżej Szymborskiej, byli przez nią zachęcani do pisania. Nie chodziło o to, żeby pisać dużo. Sama uważała, że należy pisać rzadko i niechętnie. Szkoda, że nie prowadziła warsztatów dla pisarzy. Robiłaby to świetnie. Dzięki Niej i ja się zająłem różnymi rzeczami związanymi z pisaniem. 

Wśród tych „różnych rzeczy”, jak Pan to nazwał, wyjątkowo widoczna jest Pana twórczość skierowana do dzieci. Dlaczego dzieci?
Odpowiem anegdotą. Kiedyś przyszedł do Pani Wisławy Jerzy Illg z prośbą, żeby przetłumaczyła wierszyki A.A. Milne'a (tego od „Kubusia Puchatka”). Ona powiedziała: - No co ty Jurku, przecież ja nie znam angielskiego, ani nigdy dla dzieci nie pisałam. Jurek rozczarowany spojrzał na mnie i zapytał: - No to może ty? I tak zacząłem pisać dla dzieci. 

Czytałam Pana książkę o powstaniu warszawskim „Zaklęcie na w”. O Chopinie jeszcze nie zdążyłam. Opowiada Pan o ważnych wydarzeniach, o ważnych ludziach – dzieciom.  Ich językiem, ich pojęciami, trafiając w ich wyobraźnię. Nie umiem wskazać nikogo innego, kto podjąłby się wcześniej tego bardzo trudnego i bardzo ważnego zadania. Czy umiałby Pan dzieciom opowiedzieć o Wisławie Szymborskiej?
Jest pani pierwszą osobą, która o to pyta. Pewnie muszę odpowiedzieć jak Szymborska, że „muszę się nad tym zastanowić, proszę wrócić jesienią”. Nie wiem. Szczerze mówiąc, nie wiem. Nigdy o tym nie myślałem. Przypuszczam, że miałbym podobny problem, jak z Chopinem. Nie łudźmy się. Chopin nie jest kompozytorem dla dzieci. W tym przypadku, opowiadałem bardziej fikcyjną biografię i wprowadzałem kilka pojęć muzykologicznych. Poezja Szymborskiej też nie jest dla dzieci...

„Wiersz jest dla niej rozmową, zachętą do dalszego rozmawiania” – napisał Pan. Czy rozmawiała z Panem o swoich wierszach? Radziła się? Konsultowała?
Nie. Nie miałem takiej pozycji. Gdy dawała mi gotowe wiersze do przepisywania, czasem nieśmiało sugerowałem wstawienie jakiegoś przecinka. Szymborska miała oryginalne podejście do interpunkcji.   
Czasami pytała, czy coś jest w wierszu czytelne. Pamiętam, jak napisała taki wiersz „Monolog psa zaplątanego w dzieje”. Jest on o psie Hitlera, tylko tam nigdzie nie pada to nazwisko. Są „brunatne koszule”, ale nigdzie nie ma nazwiska. Ona miała wątpliwości, czy współczesny czytelnik odczyta, zrozumie, że chodzi o psa Hitlera. Bardzo ceniła sobie rozmowy z tzw. „zwykłymi czytelnikami”. Kiedyś dostała list od strażaka z Teksasu. Było w nim tylko jedno zdanie: „Pani napisała wszystko to, o czym ja myślałem, tylko nie umiałem tego wyrazić”. To było dla Niej piękne i wzruszające zdanie.

Z tego wynika, że udział w wierszach miał pan nikły.  A w trosce o zdrowie? Próbował pan Ją oduczyć palenia? Wskazywał na jego szkodliwość itp. itd?
Nie, no skąd! To i tak byłoby skazane na niepowodzenie. Są pewne granice brawury. 
A pan pali?
Nie. Ale przez te piętnaście lat biernie wypaliłem tego trochę.

Fundacja Szymborskiej jest dysponentem setek Jej osobistych rzeczy. Chcę zapytać o najcenniejszą.
Najświętszym elementem archiwum Fundacji jest notes Pani Wisławy. Miała go od lat 60-tych. W nim zapisywała pomysły na wiersze: albo tytuły, albo wersy, albo metafory… To, co wykorzystała – wykreślała. Jak pomyślę, ile by jeszcze mogło powstać wierszy z tych niewykreślonych wyrazów…
Ostatnia fraza, którą zapisała przed śmiercią, brzmiała: „Kiedy umiera, wierzy już w zaświaty”. 

Szymborska do Rusinka: „Dziękuję za pomoc w życiu”. A Rusinek za co podziękowałby Szymborskiej?
Pewnie za ten tatuaż, o którym mówiliśmy. Myślę też, że Ona zrobiła coś z moim językiem. Nie powinienem sam sobie prawić komplementów, niemniej wydaje mi się, że mówię lepiej niż mówiłem. Podziękowałbym Jej za stosunek do języka. Pewną czułość, ale i czujność. To było coś, czego Ona uczyła ludzi wokół siebie. Do swojego grona dobierała ludzi, którzy mieli do języka podobne podejście. Powiedziała kiedyś o sobie, że jest patriotką języka. 

Cała opowieść w książce „Nic zwyczajnego” toczy się w czasie teraźniejszym. Czy to znaczy, że Szymborska nie mija?
Ona ciągle jest. Ciągle mi towarzyszy w różnych sytuacjach. Najczęściej za granicą. Gdy widzę jakiś kuriozalny przedmiot, a takie darzyła szczególnym uwielbieniem, to mam ochotę jej go kupić...   

Wisława Szymborska uważała wywiad za najgorszą formę powiedzenia tego, co ma się do powiedzenia. Zdecydowanie lepszą, pełniejszą formą przybliżenia osoby, osobistości i osobliwości (jak ujął to pewien taksówkarz) jaką była, jest sięgnięcie po książkę. W tym miejscu bardzo za nią dziękuję, jak również za spotkanie w Andrychowie.

Rozmawiała Jadwiga Janus 

 
Galeria zdjęć
foto



Komentarze Facebook

Komentarze
Zapoznaj się z Regulaminem

Podpis:

    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    nowiny foto
    W kioskach nowy numer
    Nowin Andrychowskich
    Imprezy kulturalne
    Radio Andrychów wkracza w DAB+
    Ogłoszenia drobne
    • Ochrona Zarządu/Kompensata Zobowiązań/Zadłużone Spółki/299K.s.h.
      Kupimy udziały w spółkach znajdujących się na krawędzi bankructwa Występujemy w roli upadłego i podejmujemy się negocjacji z pracownikami i wierzycielami. Oferujemy pomoc dla udziałowców/cz...
    • Schody Rintal Wakacyjne Obniżki Cen
      Rintal Polska, wiodący producent SCHODÓW do wnętrz organizuje PROMOCJĘ: Tylko od 01.08 do 31.08.2019 r. obowiązuje promocja WAKACYJNE OBNIŻKI CEN, na podstawie której Rintal Polska Sp. z o.o. u...
    • Sprzedam dom w Zagórniku
      Sprzedam połowę bliźniaka położonego nieopodal lasu w cichej i malowniczej wsi Zagórnik. Rok budowy- 1928. Stan budynku-do remontu. Dom położony na działce budowlanej o powierzchni 600 m2 ...
    • Licencja transportowa, kurs na certyfikat Katowice
      Chcesz uzyskać licencję transportową czy też spedycyjną na terenie całej unii europejskiej ? Zapraszamy na szkolenie w Katowicach : Certyfikat kompetencji zawodowych przewoźnika drogowego rzec...
    • Poszukiwani pracownicy budowlani
      Firma Mbud poszukuje pracowników w branży budowlanej. Praca w rejonie Andrychów - Oświęcim....

    kontakt

    Dyżury aptek
    W tym tygodniu dyżur pełni:
    Apteka Animar
    ul. Lenartowicza 40
    33 875 91 55
    
    Redakcja
    • Marek Nycz - redaktor naczelny
    • Robert Fraś - dziennikarz radiowy
    • Jacek Dyrlaga - dziennikarz
    • Anna Piotrowska - dziennikarz
    • Anna Płonka - dział reklamy
    • Dziennikarze - współpracownicy:
    • Jadwiga Janus
    • Grzegorz Sroka
    • Andrzej Fryś
    • Jan Zieliński
    • Jerzy Tomiak
    Redakcja Nowin Andrychowskich i Twojego Radia Andrychów
    ul. Krakowska 74, 34-120 Andrychów, tel. 33 875 23 13, nowiny@andrychow.eu, radio@andrychow.eu