Felieton: Z boku bloku
Blok. Według niektórych idealne miejsce do życia. Przytulne, zazwyczaj małe mieszkanie. Palić w piecu nie trzeba, ogródka do koszenia brak – nic tylko odpoczywać. Jak bardzo mieszkanie w bloku różni się od mieszkania w domu na wsi nie trzeba pisać. Wręcz nie da się tego opisać. Różnice są i to znaczne. Tekst ten jest dla wszystkich tych, którzy nie mieszkali w bloku.
Zajmijmy się jedną klatką w bloku pięciokondygnacyjnym (czteropiętrowym). Zakładając, że na jedno piętro przypadają trzy mieszkania, a na każde z mieszkań trzy osoby daje nam to 45 kochanych sąsiadów. Spora liczba osób. I zakładając, że zdecydowanie większa część z nich to spokojni ludzie, to zawsze zostanie garstka, dzięki której powstaje ten tekst.
Godzina 22.00. Zaczyna się cisza nocna. Przypominam, że trwa do 6.00. W tych godzinach cierpliwość sąsiadów spada do zera. Zapomnijmy o remoncie lub o nowej płycie AC/DC i jej głośnym odsłuchaniu. Cisza nocna jest i koniec. Jak się komu nie podoba to… musi mu się podobać, bo nie ma wyjścia. W tych godzinach ciekawscy wytężają słuch. A usłyszeć można dużo. Gdy psikniesz w kuchni, to sąsiad krzyknie „na zdrowie!”. Na klatce schodowej każdy dźwięk słychać 10 razy głośniej a w łazience słychać najwięcej.
Siedząc w domowym zaciszu np. w Rzykach, nie zdajemy sobie sprawy z tego, co się dzieje u sąsiadów. W bloku jest inaczej. Jest kilka dźwięków, które w nocy słychać zawsze i są denerwujące. Wydają je:
• klucze przy otwieraniu drzwi (na trzeźwo – 10 sekund, „absztajgen” – troszeczkę dłuższej… chtóry to chlucz bedzie…?) ,
• obcasy sąsiadki, która ma na piątą do pracy,
• metalowa kulka toczona po podłodze (nie wiem po co, ale sąsiad taką ma),
• pies, najczęściej jamnik,
• nienaoliwione łóżko.
Za dnia, do najpopularniejszych, ulubionych odgłosów możemy zaliczyć wiertarkę, wkrętarkę lub wyrzynarkę (w zależności od przeprowadzanego remontu).
David
Tekst ukazał się w czerwcowym wydaniu Nowin Andrychowskich


























